piesza.pl

    O Niej mogłabym pisać całe tomy, ale mam zmieścić się w kilku zdaniach.
    O Niej mogłabym rozmawiać całymi godzinami, bo przecież tyle wspomnień jest w mej pamięci, które przypominają Ją samą i to miejsce, które sobie upodobała…
Mówią, że rok kończy się sylwestrem i zaczyna Nowym Rokiem, ale to nieprawda. Rok to czas od jednej do kolejnej pielgrzymki na Górę Św. Anny. Czy zdołam ująć w słowa to wszystko, co czuję ?…


Pokochałam św. Annę…
    Choć pierwszym uczuciem, które we mnie wzbudzała, była zazdrość. Jako kilku-letnia dziewczynka trzy dni sierpnia musiałam spędzać u babci, bo moi bliscy jechali na pielgrzymkę do św. Anny. Zazdrosnym okiem spoglądałam na nich i nie mogłam się doczekać , kiedy wreszcie i ja…


Pokochałam św. Annę…
    Wreszcie pojechałam. Wczesne wstawanie, aby zdążyć na poranny pociąg. Droga z dworca w Zdzieszowicach pod Dom Pielgrzyma wydawała mi się bardzo długa i męcząca, a to przecież początek tego, co było jeszcze przede mną: trzy dni przeżyć świętoanieńskich.
    Najpierw, w początkowych latach pielgrzymowania, odkrywałam uroki parafialnych obchodów kalwaryjskich. Wspólny śpiew i rozważanie stacji miały w sobie to szczególne piękno – wszakże to one wiązały nas, wszystkich parafian, jakby w jedną rodzinę.
    Potem nadszedł moment, kiedy pokochałam czas od sobotniego popołudnia aż do niedzielnej sumy odpustowej. Setki pielgrzymów, rodziny całe, słuchające rozważań kalwaryjskich, idące po Maryjnych Dróżkach z książeczkami w jednej i krzesełkiem w drugiej ręce. To widok, który głęboko zapada w serce człowieka. Zresztą, na każdej pielgrzymce w kolejnych latach odkrywałam coś nowego.


Pokochałam św. Annę…
    Nadszedł rok 1987. Ukończyłam szkołę podstawową i nareszcie mogłam pójść do św. Anny pieszo z Przyszowic aż na sam szczyt Góry. Droga asfaltowa pierwszego dnia wiła się między cieniami drzew, to znów w spiekocie południa. Niezapomniane przeżycia drugiego dnia pieszej pielgrzymki: chrzest pielgrzyma, postoje w tradycyjnych miejscach – tworzą dziś piękną tradycję, a ja pamiętam jeszcze jak się tworzyły… Konferencje na postojach pomagały przygotować nas do spotkania ze św. Anną, z Jezusem, św. Rodziną. Wszystko, co ważne na co dzień, odsuwało się na dalszy plan – najważniejsze, to dojść cało i bezpiecznie i BYĆ właśnie tam i właśnie wtedy.


Pokochałam św. Annę…
    Jest w naszym kościele Jej witraż. Wiem, że nie muszę jechać na Górę św. Anny. Wystarczy, że spojrzę, westchnę… i wiem z niewzruszoną pewnością, że Ona wstawi się za mną u Tego, w którym "wszystko ma istnienie". Ale kiedy nadchodzą te szczególne dni w sierpniu, dni, kiedy do niej pielgrzymujemy, serce aż się rwie i z piersi wyrywa, że nareszcie "już ujrzy Ją".
Potem… pokochałam też św. Pawła…, ale to już zupełnie inna historia…

Ilona Weinstein