piesza.pl

    Temu kto Go znał nie trzeba pisać nic bo wszystko wie, temu kto Go nie poznał można tylko powiedzieć, że stracił bardzo wiele. On i Góra Świętej Anny to było właściwie jedno. Kto był na Tej Górze i nie "zobaczył się" ze Świętą Anną był tu jakby w sposób niepełny. Lecz być Tu i nie zobaczyć o. Teofila też znaczyło stracić dużo. A przecież kto Go znał wiedział że "po ludzku" nie pragnął ani budować swej wielkości, ani o to by Go polubić nie zabiegał. On po prostu był sobą i tym ujmował wszystkich. Ojca Teofila nie dało się naśladować, kto tego próbował tylko się ośmieszał. On był jedyny, był niepowtarzalny. Na pozór szorstki, nie przebierał w słowach ale gdzieś tam w głębi umiał najlepiej docenić człowieka. Miał swoje ludzkie słabości wcale się z tym nie krył, ale miał w sobie niesamowitą autentyczność.


    I umiał kochać. Kochać to co robił wkładając w to całe swe serce. Kochał śpiew, z nikim innym tak się nie śpiewało jak z Nim. Pisał teksty pieśni, uczył ich wytrwale, a muzykanci zmęczeni nieraz długim całodziennym graniem przy Nim na nowo odzyskiwali siłę w płucach, i te intrady w Grocie Lurdzkiej…


    Kochał nade wszystko Świętą Annę. Dla Jej czci umiał zrobić wszystko. Tu u Niej czuł się najlepiej. Koronki przez Niego prowadzone były niepowtarzalne. Trwały zawsze dłużej niż to przewidywał program ale dla wszystkich i tak były za krótkie. O. Teofil kochał też Przyszowice. Do końca życia wspominał misje jakie miał w naszym kościele. Kochał też nasze pielgrzymki. Te parafialne i te piesze. Nieraz przychodził, by nas wieczorem w czwartek powitać, a potem w niedzielę pożegnać. Podziwiał i chwalił nas przed innymi. Zbierał teksty naszych piosenek, a do prowadzenia ostatniej jak się okazało w Swym życiu Koronki ku czci Świętej Anny na Odpuście Wniebowzięcia zaprosił właśnie nas – pieszych pielgrzymów z Przyszowic.


    Kim był ten najbardziej oryginalny Franciszkanin Świętoannieński ? Urodził się 24 lutego 1931 r. w Łabędach jako syn Balbiny i Romana. Był ministrantem i organistą w parafii Św. Jerzego w Łabędach. W roku 1949 wstąpił do Franciszkanów. Już jako kleryk był dyrygentem Orkiestry Kalwaryjskiej na Górze Świętej Anny. Święcenia kapłańskie przyjął 16 lutego 1958r. W 1964 r. został gwardianem klasztoru na Górze Św. Anny. W roku 1970 r. przyszło mu rozstać się w Górą Św. Anny bo na 12 lat został przeniesiony do parafii Serca Pana Jezusa w Gliwicach. W 1982 roku powrócił na Górę Świętej Anny jako proboszcz. Potem został odpowiedzialnym za oprowadzanie grup przybyłych na to Święte Miejsce. Tu pozostał do śmierci 3 lutego 2000 r., gdy wybrał się na najważniejszą pielgrzymkę Swego życia, by spotkać się na zawsze ze Świętą Anną i tu został pochowany w poniedziałek 7 lutego 2000 r.


    Kim był dla pielgrzymów pokazał też dzień Jego pogrzebu. Tłumy tych co przyszli Go pożegnać po ziemskiej pielgrzymce były nie-wiele mniejsze niż w czasie kalwaryjskich odpustów. Gdy przy dźwiękach marsza pogrzebowego Jego ukochanej kalwaryjskiej orkiestry o. Teofil wyruszał na ostatnią ziemska drogę, w oczach wielu pojawiły się łzy. Wszyscy wiedzieli, że po Jego śmierci Święta Anna nie będzie już tym samym miejscem. Jego grób cały czas jest miejscem odwiedzin tych co jeszcze raz chcą pobyć z Nim. Mówią Mu o wszystkim. Ci co go znali wiedzieli, że na ziemi jego nakazom nie mógł się nikt przeciwstawić. Chyba więc i tam w niebie nie ma dla Niego spraw nie do załatwienia. A zresztą może to nie do końca prawda, że Jego już nie ma w Świętej Annie.

ks. Damian Gajdzik