piesza.pl

    Jest rok 1982 druga połowa sierpnia. Wracam jak co roku z pielgrzymki na Górę świętej Anny. Już wtedy zrodził się pomysł pierwszej, ale tym razem pieszej pielgrzymki. Minęło kilka miesięcy i musiałem podjąć ostatecznie decyzję. Krąg znajomych rówieśników nie pałał chęciami, bo już wtedy byli za starzy na tego typu eskapady. Tylko krąg znajomych nastolatków, w tym ówczesne osiemnastolatki i ówcześni maturzyści, pomogli mi zrealizować pomysł. Wspólnie z Damianem opracowaliśmy 14 nowych pieśni religijnych, jako tło muzyczne do Drogi Krzyżowej która miała być odprawiona w zamierzeniach już po osiągnięciu celu.

10 sierpnia 1983 tj. w środę po zakończeniu zapisów, było nas 12. Oto dwunastu pieszych pionierów:

1 Gajdzik brat Damian 7 Malcherek brat Damian
2 Gąsior siostra Urszula 8 Wiechuła brat Bronisław
3 Kaczmarek siostra Natalia 9 Wilczek brat Marek
4 Kozioł siostra Bożena 10 Wojtas brat Krzysztof
5 Krabes siostra Gabriela 11 Wojtulek siostra Aniela
6 Krawiec brat Bogdan 12 Wojtulek siostra Lucyna

    Po powrocie z pierwszej pieszej z dużymi pamiątkami jakimi potrafią być odciski opracowałem trasę jednodniowej pielgrzymki pieszej. Zapis VII dróżek pionierskich datowany z 15 sierpnia 1983 poniedziałek przeplatany refleksjami po dwudziestu latach:

    I dróżka Wyruszamy w dziesiątkę ze spóźnieniem 40 minutowym spod kościoła. Spóźnienie jednego z pionierów. Żegna nas ksiądz proboszcz. Kompletne bagaże odbieramy od p. Gajdzik. Wkrótce przed nami Bojków gdzie na skrzyżowaniu skręcimy w prawo. Wielki entuzjazm młodzieży bez jakichkolwiek doświadczeń towarzyszył naszej grupie. Niestety bez praktycznych rad wieloletnich uczestników pielgrzymki, w tym pana Wilhelma Krzysteczko. Docieramy do domu państwa Gajdzik, odbieramy bagaże i wchodzimy na ścieżkę pielgrzymkową. Już w Bojkowie niektórzy są spragnieni i głodni. W naszych myślach jest jeden cel i pragnienie: idymy piechty do Omy Any nieznanym prastarym pielgrzymkowym szlakiem.

    II dróżka Docieramy do kopalni Gliwice, skręcamy w prawo na ulicę Pszczyńską i ulicami Gliwic docieramy do kościoła Piotra i Pawła, obecnie Katedry, "spacer" ul. Kozielską. Na skwerze spotykamy się z resztą uczestników jest nas 12. Serdeczne przywitanie z dwoma siostrami pielgrzymówkami i pierwszy krótki odpoczynek na gliwickiej ławce.

    III dróżka Dalej stare Gliwice, Brzezinka, (pierwszy przystanek przy sklepie z napojami). To już był kolejny odpoczynek przy sklepie spożywczym. Nadzieja czyni cuda, jeszcze nie odczuwamy bagażowego zmęczenia. Tylko lekkość wiary nam pomaga dalej iść.
    Kleszczów przed kościołem skręcamy w lewo na Bojszów , Rudno (drugi przystanek w domu siostry Elwiry). Odcinek leśny schładza rozgrzane ciała, ale i tak jesteśmy spragnieni. Docieramy do domu Elwiry. Składamy jej niezapowiedzianą wizytę. Wypijamy kilka pysznych kompotów, którymi częstuje nas niezwykle serdeczna babcia Elwiry.

    IV dróżka Prosto przez las, przejazd kolejowy, obok tartaku i przez Rudziniec (trzeci przystanek przy sklepie) Znużenie bagażowe: po każdym kolejnym metrze, bagaże są coraz cięższe. Pojawiają się już kolejne odciski. To są owoce braku doświadczenia. Wypijamy kolejną oranżadę. Po raz pierwszy co niektórzy tracą nadzieję dotarcia. Jednak młodzieńcza fantazja czyni cuda.

    V dróżka Leśną drogą do Niezdrowic (po prawej stronie Ujazd) przez las docieramy do Sławięcic (czwarty przystanek przy sklepie), Oma Ana nos widzi- Toniemy na leśnych drogach, na polanach, w błogim cieniu. Gdzie można , to konsumujemy kolejne litry wody, po to tylko by pocić się. Jedynie duch ochoczy dodaje nam sił. Ciała nasze już nie są do użytku, ale są zmuszane do kolejnego wysiłku. I tak już będzie.

    VI dróżka najtrudniejszy odcinek do Zalesia (czwarty przystanek), Odrobina ochłody którą była studnia z zimną wodą. Odciski rosną jak grzyby na śladach. Jesteśmy brudni, ciągle spragnieni i rozmarzeni. Ten wręcz nieskończony odcinek prostej drogi asfaltowej. I to właśnie był obłęd Oma pomóż. Nasze bagaże są jak potworne ciężary. Świeci słońce i jest przeciw nam. My chcemy tylko pić, a na tym odcinku nie ma tego rarytasu. Tu można zrozumieć czym może być fata morgana. Gdy gdzieś w połowie zbliżaliśmy się do domu, w wyobraźni widzieliśmy, dotykaliśmy i piliśmy wodę jeszcze na krok od budynku. Jednak dopiero po kolejnym dużym kilometrze przy drugim zabudowaniu jest zimna woda.. jej smak do dziś rozwesela moje pragnienie.

    VII dróżka Bardzo trudne odcinki od Zalesia do Góry św. Anny: Lichynia , Przed wiaduktem drugie Oma Ana nos wspomogo. Jest tak a tak daleko.
    Wszyscy bardzo zmęczeni, dzielimy się na trzy grupy, Leśnica Znowu prosty odcinek drogi. Pionierska prędkość jest zróżnicowana.
    Chociaż każdy wierzy, że na pewno dojdziemy. Krótka przerwa na kolejną oranżadę. Oma Ana nom błogosławi. Patrzy na nas. Na drzewach są czereśnie jedne suche, drugie do urwania, ale nie dla nas.
    Przed Trzecim upadkiem rwiemy się. Wchodzimy na kalwarię. Jest cień, ale brak czegoś ciekłego i zimnego dla spragnionych. Jest wiele schodów. Brniemy pod górę schodami. Jesteśmy u wrót Kaplicy Trzeciego Upadku.

    Góra św. Anny. Chociaż nie spaliliśmy za sobą nic materialnego, to teraz nie wypadało nikomu powiedzieć Dość. Resztę zostawiamy na jutro. Jesteśmy nieludzko zmęczeni, wyczerpani… Kilkadziesiąt metrów pod górę kamiennymi schodami. To nasz upadek i nadzieja. Słońce już dawno zaszło. Jest prawie ciemno.
    Na miejscu w Domu Pielgrzyma o godz. 21:00 Pukamy do zamkniętych drzwi Domu Pielgrzyma. Nasze cienie marzą tylko o dwu rzeczach: o herbacie i o materacu. Symboliczna modlitwa wieczorna na siedząco, na materacach. Oma Ana przebocz przywitamy Cie jutro. Przebacz nam, że Cię nie przywitaliśmy. Słabostki ludzkie przezwyciężyły chęci. Obolałe ciało zwyciężyło ducha.

    Wierzymy, że Oma Ana jest za płotym i przytuli nas na pewno do siebie…

    Pierwszy dzień zasadniczej pielgrzymki już się skończył. Nazajutrz jesteśmy ani do życia, ani do uczestniczenia w pielgrzymkowej drodze krzyżowej. Nasza droga krzyżowa z odrobiną własnej młodzieńczej interpretacji odprawiona została w Grocie Lurdzkiej. A potem wywczasy na wzniesieniu papieskiego białego ołtarza.

    Dziesięć dobrych rad dla adeptów pieszej pielgrzymki:

  1. Wymarsz o godz. 5:00 z kościoła parafialnego. Mamy wygodne obuwie oraz ubrane wełniane skarpety.
  2. Każdy bierze ze sobą 2 bandaże elastyczne i plaster, spirytus salicylowy, oxycort.
  3. Wszyscy pielgrzymi są po śniadaniu. Bierzemy niezbędne jedzenie na jeden dzień.
  4. Grupa zwarta – nie dzieli się na podgrupy.
  5. Na początku każdej przerwy – wysuszyć nogi posmarować spirytusem, nasmarować oxycortem. Na koniec obolałe części owinąć bandażem.
  6. Pierwsza przerwa 30 minutowa w Rudnie.
  7. Druga przerwa 30 minutowa w Sławięcach.
  8. Trzecia przerwa 30 minutowa w Zalesiu.
  9. Czwarta przerwa 30 minutowa w Leśnicy.
  10. Bagaże przywozi bagażówka, pod wieczór do domu pielgrzyma.

Wspomnienie zapisane gdzieś w Przyszowicach w lutym 2002r.

Bronisław Wiechuła