piesza.pl

     O tej pielgrzymce dowiedziałam się 5 lat temu. Co roku nawet dostawałam kartkę z Góry św. Anny. Nasłuchałam się o tym miejscu bardzo dużo. Zresztą kto zna x. Damiana Gajdzika zna też św. Annę :)

     W tym roku byłam po raz pierwszy. Nie będę opisywać pielgrzymki, bo musiałabym streścić każdą godzinę, żeby niczego nie pominąć. A jeżeli to czytasz to na pewno tam byłeś, więc wiesz jak jest. Mogę opisać tylko moje osobiste odczucia i wrażenia. Zacznę od tego co zrobiło na mnie bardzo miłe wrażenie. Czyli od was. Między wami czułam się jak wśród swoich i to chyba najbardziej oddaje to jacy jesteście życzliwi i otwarci, mimo wszystkich tych "docinek" pod adresem osób "z zagranicy". Ale nawet to było sympatyczne… Bardzo miło wspominam postój w Bojszowie i pogodny wieczór (ktoś tak to nazwał i słusznie) prowadzony przez x. Damiana i wszystkie te piosenki, które wydawały mi się takie same. Wtedy poczułam to coś, co chyba wy wszyscy czuliście i zaczęłam myśleć o św. Annie jak o babci… Póóóóżniej było ucałowanie ziemi i myślałam, że to już koniec pielgrzymki, a to był właściwie początek… Obchody w deszczu, to było coś! Ktoś zadał mi wtedy pytanie: Czy przeszłabym to dla drugiego człowieka? Najpierw ta osoba musiałaby mnie bardzo mocno poprosić i mieć jakiś powód. A tam tyle ludzi mimo deszczu, błota, zimna podjęło się tego. I ta orkiestra! (polecam każdemu iść chociaż kawałek za samą orkiestrą). To było piękne… Koronkę i nabożeństwo mogę zaliczyć do najpiękniejszych na jakich byłam. Było długo to fakt, ale nie chciałam przespać ani minuty. Może też dlatego, że nie wypada spać pod samą św. Anną… I oczywiście Msza Święta w grocie lurdzkiej. To miejsce jakoś tak szczególnie lubię -nawet nie wiem czemu. Jest jeszcze parę miejsc na tym "jednym z ostatnich kawałków Raju na świecie" (ten kto to powiedział ma racje), które są dla mnie szczególne i jestem pewna, że Ty też masz tam takie swoje miejsca. Teraz już też mogę powiedzieć o św. Annie: patronko moich spraw i to jest chyba najważniejszy owoc tej pielgrzymki!…

     Może byłam po raz pierwszy i ostatni – nie wiem. Ale wiem na pewno, że będę to miejsce odwiedzać. I mam nadzieję, że "z przyszowskiej (i nie tylko) ziemi pielgrzymi, wciąż pójdą wiernie do Ciebie". Bo to jest naprawdę wielkie świadectwo. Dla mnie było… Mogłabym tak jeszcze długo, ale to i tak nie odda tego wszystkiego co przeżyłam. Chciałam wam jeszcze napisać o tym co było trudne, o problemach -żeby nie było tak słodko- ale nic nie przychodzi mi do głowy. Mam same miłe wspomnienia… Aha! Jeszcze jedno. Teraz już każda piosenka jest dla mnie inna i do tej pory nie potrafię pozbyć się ich z głowy -to chyba dobrze 😉

Do zobaczenia w przyszłym roku! – mam nadzieję.

Agata Mytyk