piesza.pl

Całą bandą z Przyszowic wyruszyliśmy,
lecz przedtem w poniedziałek w Kościele się spotkaliśmy.
Wyruszyliśmy w pochmurny, zimny poranek
i wszyscy byli zdołowani, lecz z biegiem dnia pogoda się poprawiła
i dochodząc do celu Św. Anna nam błogosławiła.
Zanim jednak na Górę dotarliśmy wiele przeszkód pokonaliśmy.
Chwil radosnych nie zabrakło,
wręcz przeciwnie nie jedno zdarzenie zakończyło się radosną wpadką 🙂
Pierwszego dnia w Kościele nocowaliśmy,
tam było twardo i wcześnie wstawaliśmy.
Kiedy już jednak wstaliśmy z niewyspanymi minami,
byliśmy jak wilków stado zgłodniali.
Znalazło się jednak parę dobrych dusz,
które śniadanko przygotowały już.
Pożywiając się do syta w dalszą drogę wyruszyliśmy
i prawie wcale nie marudziliśmy.
Choć wiele osób "blazy" miało na stopach,
to jednak nie jednemu do marszu nie potrzebna była ochota.
Wszyscy szli zaangażowani, wiedząc, że gdy dojdą,
będą mogli z Św. Anną podzielić się myślami.
Podróż szybko mijała, gdyż piosenka śpiewana nam życie umilała.
Z tego oto powodu szliśmy coraz szybciej, by dojść do celu nadzwyczaj uroczyście.
Gdy doszliśmy do celu, na strychu w "domu pielgrzyma" się rozłożyliśmy,
gdzie już materace mieliśmy, nie było więc twardo, lecz miło i przyjemnie,
gdy to próbowaliśmy unicestwić gołębia.
W obawie, że zostawi nam na twarzach białą maseczkę,
złapaliśmy go i wypuścili przez okna szpareczkę.
Z gołębiem więcej kłopotu nie było.
Zasnęliśmy spokojni, nie bojąc się o przyszłość… 🙂
Następne dni na modlitwie były spędzone,
gdy to wyruszyliśmy na obchody szalone 🙂
jednak nie były one takie straszne jak się wydawały,
bo wielu z nas o nie jedno wzruszenie przysparzały.
Przedtem jeszcze chrzest przeszliśmy…
Ci, którzy raz pierwszy szliśmy.
"PTASIE MLECZKA" z "TABASCO" żeśmy spożywali,
a potem dla ochłody, wodą nas oblali.
Cała pielgrzymka sukcesem się zakończyła,
nikt się z nikim nie pogryzł i atmosfera przemiła była.
Powróciliśmy już do dnia codziennego.
Do trosk, kłopotów i życia banalnego.
Jednak przed nami jeszcze ognisko czekało,
gdzie raz jeszcze wszystko zawrzało.
Powstała ta sama atmosfera, choć już nie było nas tak wielu.
Wszystko dobrze się skończyło, lecz w małym smutku, że to już koniec.
Wszystkim brakowało Św. Anny, choć wiedzieliśmy, że Ona jest z nami.
Czasu ścieżki szybko uleciały,
lecz wyryte w nas wspomnienia na zawsze pozostały.
Może za ten rok się znów spotkamy
i te dobre chwile powspominamy.
Powtórzymy to, co było…
to, co w zakamarkach serc naszych się skryło.
Zapomnimy o życia codziennego kłopotach
i przeniesiemy się gdzie tylko ochota.
Przeniesiemy się na Św. Anny wzgórze i zatopimy w mgłę swoje myśli…
powierzymy Jej nasze sekrety i smutki,
dowiemy się też jaki świat jest malutki.
Spotkamy wielu cudownych ludzi,
w których uda nam się przyjaźń obudzić!
Zapomnimy na moment o troskach, kłopotach.
Wymienimy się wspaniałymi spojrzeniami
i niezastąpionymi wtedy chwilami.
Te dni na zawsze pozostaną w nas,
aż czas da nam spotkać się kolejny raz.
Kolejny raz w tak wspaniałym towarzystwie,
by móc uczcić razem:
Boga, Maryję i Św. Annę uroczyście.

Tak oto jeden rozdział z życia u każdego się zakończył,
nie był jednak stracony, bo w jedną całość nasze serca połączył.

Magda Bismar