piesza.pl

_*12.08.2008r. (wtorek, dzień przed pielgrzymką…)*_

 …a więc jutro już wyruszamy :)

 W drogę i… w pióro 😉

 

_*13.08.2008r. (środa, 1 dzień pielgrzymki…)*_

*7:00 *

Msza w kościele w Przyszowicach.

Wyruszamy w ten wspaniały poranek, choć mgiełka deszczu osnuwa nas wszystkich, to uśmiech z twarzy nie znika. Co poniektórym daje się we znaki pogoda, ale większość jest zadowolona; bo po raz kolejny może wyruszyć w tę jedyną i niezwykłą drogę!

Jest godzina *11:20* i mamy pierwszy postój. :) Jak zwykle nie brakuje uśmiechu i sympatii w ciepłych oczach ludzkich. Ks. Damian znalazł upragnione miejsce pod wysokim drzewem, na zasadniczo antycznym "fotelu" znalezionym pod jednym z tych drzew, przy którym zawsze siadamy… :) …wszyscy się posilają, a za chwilę czeka nas konferencja Andrzeja 😉 (istotna uwaga, której nie sposób nie umieścić we wspomnieniach: ks. Damian dał słowo, że zacznie nas szanować 😛 to się mu jeszcze wypomni… 😛 ). Zajadamy pistacje i zastanawiamy się, kto je bardziej lubi :)

 

*11:35*

Andrzej zaczyna konferencję słowami: "Proszę, by nie rzucać w wygłaszającego" 😛 W zapytaniu, czy słychać wszędzie, jak zwykle okrzyki: "Nie!" :) więc kolejne pytanie: "Kto mnie nie słyszy, proszę się odezwać?!" w odpowiedzi: " jo, jo, jo…!!!!" ;P

Ks. Damian właśnie odpływa w senne marzenia, gdy to w tak wspaniałym temacie: "Nadzieja", zostaje wygłoszone kilka wartych wysłuchania słów. Podejrzewam jednak, że tak jak ja oddaje się emocjom i wsłuchuje w cudowność wypowiedzianych słów…

"Nadzieja — uczuciowa wiara w pozytywny rezultat wydarzeń, ale i oczekiwanie z zaufaniem. Nadzieja chrześcijańska dotyczy przyszłości, nie szczęścia na Ziemi; opiera się na Bogu. Nadzieja dotyczy rzeczy niełatwych, wielkich, trudnych do osiągnięcia, ale możliwych…"

Słowa… jak wspaniałe słowa. Właśnie słowa dodają otuchy i czujemy ogarniający spokój, wyciszenie… są jak lekarstwo na zastraszające tempo dzisiejszego, ludzkiego życia. 

" …największą nadzieję dawała Matka Boża, a w naszych czasach Jan Paweł II i Matka Teresa. Nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża zawarta jest w sercach naszych… — Słowa Św. Pawła… nadzieja zawieść nie może… Nie może!"

 

*13:10*

Kolejny postój u bardzo życzliwych Pań w Sośnicowicach, które ugościły nas przepysznymi kołaczykami, kawą, herbatką… a to wszystko całkiem bezinteresownie. Jeszcze nie brak na tym pięknym Świecie cudownych ludzi…

… tradycyjnie dostałyśmy kwiatki od ks. Damiana, który zastrzegł, że to nie wszystko. Nareszcie dostałam te chabry! Wspaniałość! Nie ukrywam, że troszeczkę mnie zdziwiła objętość "bukietu"… 😛

Wszyscy są zadowoleni i atmosfera jest jak co roku nie do opisania. Co roku mam wrażenie, że jest piękniej, za każdym razem wspanialsze wspomnienia, a Ci cudowni ludzie, jeszcze bardziej cudowni… czy to możliwe? :)

 

*15:10*

Kolejny postój, już przed Bojszowem :)

Pod tradycyjnymi parasolami. Co prawda ławkę dalej, 😛 ale zawsze tak samo :)

Znowu posiłek, a możliwe potrawy na postojach to:

-kotlety

-"sucho bułka i woszt.", druga wersja: "na suchej bułce i jogurcie, to ani _*z*_ górki nie pociśniesz." (bez skojarzeń, wtajemniczeni wiedzą o co chodzi) 😛 :)

Niektórzy twierdzą również, że tylu klientów, to "Bar Leśny" od roku nie widział. :)

Czytane są tu nawet bajki! (dopiero co wyszło słoneczko, a już tak przygrzewa). Nieliczne osoby czytają skład "Cappy", a potem zasypiają. :)

Ks. Damian kupuje niektórym uroczym chudowiankom "Prince Polo", a innym wymyśla wierszyki, jeden udało mi się uchwycić, więcej nie pamiętał 😛 a mianowicie: "Kochają Kasię przy żniwach, przy sianokosach, a najbardziej kochają, gdy ma (mojego) chabra we włosach."

Bywają również takie cytaty, jak ten: "Ani sakrament małżeństwa, ani kapłaństwa, nie powstrzymuje przed "ciągotkami" za pięknymi kobietami – jak to niektórzy mawiają, a wszyscy wiedzą o kogo tutaj chodzi. 😉

 

*17:20*

Jestem już wykąpana i czuję się jak nowo narodzona. To jacy Ci ludzie są wspaniali, życzliwi i bezinteresowni, nie zna miary! Nie dosyć, że przyszło nas tam pięcioro, to jeszcze ugościli nas kołaczem – coś niesamowitego. Ludzka wspaniałomyślność jest bezgraniczna, choć już coraz mniej ludzi w nią wierzy. Mimo wszystko bywają na Świecie jeszcze ludzie o złotych sercach. teraz przed nami kolacja i śpiewy na schodach… :)

 

*21:53*

…o 22:00 cisza nocna i gasną światła. Jesteśmy po kolacji, wizycie na cmentarzu, cudownych śpiewach na schodach. Potem po super konferencji ks. Damiana o tym, jak to lepiej jest iść dwa dni pieszo, niż dojechać w 1 h.

Teraz kładziemy się spać. Po pięknym, dla niektórych ciężkim, a dla niektórych prostym dniu.

Tak oto zakończyliśmy pierwszy dzień wędrówki.

 

_*14.08.08r. (czwartek, 2 dzień pielgrzymki…)*_

Wstaliśmy wcześnie o 5.30 po ciężko i twardo przespanej nocy, 😛 później wyszyliśmy na śniadanie. Potem Msza św. w pięknym kościele, gdzie witraż jak zwykle rozpalał serca. Niestety, gdy tylko wyruszyliśmy, zaczęło padać, na szczęście szybko przeszło. Szliśmy sobie pewnym krokiem. Śpiewając, modląc się… i tym optymistycznym akcentem przeszliśmy przez most, śpiewając "Szłapcugowistów" i dotarliśmy do Rudzińca, gdzie czekała z gorącym powitaniem Ania – moja kompanka ze szkolnej ławki. 😉

Pogoda zaczęła się poprawiać i niektórym już zaczęło słoneczko przygrzewać :) nie wykluczam również siebie! Tak oto tego pięknego i wspaniałego dnia, dotarliśmy do "Wielkiego Dębu", gdzie czekała kolejna konferencja. Nadzieja ukazana we wspaniałych słowach. Tym razem jednak nie z ust Andrzeja, ani ks. Damiana, lecz Leszka, ponieważ Andrzej nam się rozchorował i pojechał na krótko do domu — kurować się! Szczerze powiedziawszy nawet nie przypuszczałam, że będzie go aż tak brakować. Pielgrzymka bez Andrzeja naprawdę traci na wartości. :) Jakby tego było mało, to opuścił nas na dzisiejszy dzień nawet ks. Damian, który teraz pewnie zajada tego wcześniej wspomnianego kurczaka, "szpajza" i może… lody, które miał nam przywieźć, ale… skończyło się na tym, że obiecał o nas myśleć przy jedzeniu. To nie to samo, ale ostatecznie czemu nie, dobre i to. :) Jak poczujemy smak potraw w ustach, to będzie znaczyło, że bardzo intensywnie myślał! :)

Znajdujemy się teraz pod tym wiekopomnym "Dębem" i jest godzina 12:00. Teraz Ci, co szli pierwszy raz, będą mieli chrzest… hehe, ale wcześniej ściepa na kable do bezprzewodowych mikrofonów.

Zobaczymy co w tym roku wymyślą oprócz wody, hihi… 😉 czekamy cierpliwie na tych nowicjuszy.

…wiem już! Pili wspaniały napój nazwany "ENERGIZER" :) Napój życia – a niektórzy pić nie chcieli… a był taki dobry: "delicje z colą", to przecież rarytas – 2w1 😀

Acha… pod Dębem latały nie tylko owady… zdarzały się fruwające niespodzianki w postaci "śliwek" i grzybów, od serdecznych kompanów, z drugiego końca!

Potem wędrowaliśmy przez las, pola i łąki… i szliśmy, i szliśmy.. nasi wspaniali "mężczyźni" umilali nam drogę, śpiewając żołnierskie piosenki… a my dalej szliśmy. Wielki Obłęd, Mały Obłęd… było coraz cieplej, słoneczko wylewało z nas siódme poty, ale podążaliśmy w dalszym ciągu pewnym krokiem. Przy jednym z obłędów, przejęłyśmy z Hanią i Kasią krzyż, wtedy dodałyśmy "troszeczkę" tempa… i szliśmy wszyscy coraz szybciej i sprawniej, aż wszystkich spiekło. Oczywiście tylko z jednej strony! Gdy tak szliśmy, padło hasło, wypowiedziane przez Dawida (nowego "naczelnego"), którego nie sposób było nie zamieścić w tych wspomnieniach, a brzmiało mniej więcej tak: "Ana z lewy, Ana z prawy, a my dali idymy…" Gdy doszliśmy w końcu na tą wspaniałą Górę, wszyscy byli wzruszeni. W tym roku dotarliśmy wyjątkowo wcześnie, bo już o 17:10 :) Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie pod "Trzema Krzyżami" i potem cmentarz – złożenie zniczy na wiadomych pomnikach. Później walka o miejsce – udana! :)

Na kolację już dojechał do nas ks. Damian i zjadł w naszym towarzystwie pożywny bigos!

A teraz aż do 22.30 mamy czas, gdyż pobudka dopiero o 7:30 😀

 

*20:46 *

Dobranoc, bo jutro kolejny cudowny, pełny pozytywnych przygód dzień.

Tak oto zakończyliśmy kolejny dzień pielgrzymki.

 

_*15.08.08r. ( piątek, 3 dzień pielgrzymki…)*_

…niestety, wczoraj przed snem doświadczyłam niemiłych zdarzeń, których nieodłączną przyczyną był ks. Damian! Swoją drogą… to taka zdrada stanu i pozwólcie, że nie zaszczycę tego przewinienia zapiskiem… 😛

Od razu z rana "przyszła" ogromna burza. Grzmiało i błyskało się niemiłosiernie! Potem śniadanko, ale wcześniej.. wizyta w tych wspaniałych łazienkach, które zostały odnowione i teraz to jest raj!… 😉 Po śniadanku jak co roku, czekaliśmy na pielgrzymów mających przybyć na Górę autokarem, umilając sobie czas śpiewem. Teraz jest już 9:40, o 10 wyruszamy na obchody… :)

…wróciliśmy z obchodów, jest godzina 16:15, o 17:00 msza, a o 20:00 czeka nas cudowna koronka do św. Anny. 😉 Na obchodach odwiedzili nas Asia z Dawidem, ale przed mszą już uciekli 😛

Aaa… i najważniejsze! Przed obchodami wrócił do nas Andrzej!!! :)

Po mszy, godz. 18:30 … takiej burzy jeszcze nie widziałam. Drzewa połamane, grad wielkości kurzych jaj. Zimno, a msza przestana w przedsionku, w kałużach wody… Czy to się nazywa poświęcenie? Drzwi kościoła nie dało się zamknąć, kurzyło gradem, a wiatr nie ustępował… w końcu udało się opanować żywioł, a silni ludzie, zamknęli (nie ukrywam, że z wielkim wysiłkiem) ogromne i ciężkie drzwi. Natomiast ukoronowaniem przyjemności w tak paskudny dzień, stała się koronka, do wcześniej już wspominanej św. Anny. Jak zwykle cały kościół drżał od śpiewu wiernych.

Atmosfera przewyższała fatalną pogodę, stając się jeszcze bardziej niezdolna do opisania. Ks. Damian poległ pod ołtarzem, a zamglone spojrzenie Andrzeja, było niezapomnianym zjawiskiem. 😛

 

*22:15*

Odwiedza nas kto? Orkiestra! (jutro pobudka o 4:30) Pewnie trochę u nas zabawią – taka coroczna tradycja. Ks. Damian bawi się w dyrygenta, a niektórych rozrywa 😛 nieliczne jednostki są zachwycone, albo po prostu wszyscy są tak zmęczeni, że nie potrafią wykazać się entuzjazmem, a może to ja nie potrafię wykazać euforii..? Gdzieś w oddali widać kolejną ofiarę wojny na poduszki, dorwaną przez małych rozrabiaków… 😛

Choć światła jeszcze świecą, to ciemność przyćmiła już niektóre powieki… A niektóre chcą tańczyć, czego dowodem jest ten cytat: "Sam na ty pielgrzymce żodyn jeszcze nie tańcowoł…" …i rzeczywiście, nikt nie zapoczątkował takiej tradycji.. :)

W Chudowie huragan poczynił wielkie straty. Zalało nam "ruinę" i Dawid wyciągał auta z podmokłych terenów. Wyłączyli prąd, co spowodowało ogólny paraliż. Miejmy nadzieję, że taka pogoda szybko się skończy i jak zawsze po pochmurnych dniach wzejdzie słońce dające nadzieję.

Orkiestra w dalszym ciągu pięknie przygrywa i "w całym domu pielgrzyma nie ma takiej imprezy, jak tu!" 😉 22:25* *- dobranoc, bo jutro ciężkie wstawanie.. 😛

 

_*16.08.08r. ( sobota, 4 dzień pielgrzymki…)*_

POBUDKA!!! "Nic nie pomoże, ani Święty Boże…" Już o 4. nad ranem, ktoś genialny uraczył nas wspaniałą melodyjką ze swojego telefonu, wszyscy mieli pospane…

 

*5:00 *

Wszyscy czekają , a szanowny ks. Damian się spóźnia! Toż to karygodne! Taki przykład… ale zostało mu to wybaczone przy końcu mszy, gdy po błogosławieństwie nam się pokłonił. 😉

Po mszy poszłyśmy na "pożywne" śniadanie, czyt. chlebki "wasa", dżem, ser, gorący kubek i cappuccino. Na stołówce dosiadłyśmy się do Andrzeja, który był akurat w trakcie zaprzyjaźniania się z mielonką z pieprzem. Zapewniał, że to ważne wydarzenie, bo przytrafia mu się to po raz pierwszy w życiu. ;P 😉

Jako, że jest zimno, mokro i ślisko, dróżki są w kaplicy o 8:30 😉

W kaplicy było i sennie, i nie. To zależy z czyjej perspektywy patrząc. :) Później zastanawialiśmy się, czy iść na główne obchody, jako że pogoda jest paskudna. Wypiliśmy kawę i wracając na strych "dopadły" nas wszystkie oczy pielgrzymów, ponieważ podobno, gdy nas nie było, rozpętała się III wojna światowa, co spowodowało ogólne poruszenie. Do teraz nikt z nas nie wie, co takiego mogło się tam dziać. 😛 Ks. Damian ostrzegł, że zjawi się wieczorem (nie musimy się już zastanawiać, obchody odbędą się w bazylice o 13:00) o ile tu jeszcze nie zostanie rozniesiony strych. 😛 teraz mamy 12:25 i za chwilkę lecimy na obchody, które będą pewnie przestane, albo przesiedziane, w każdym bądź razie – całkiem inne niż zwykle…

 

*18:55*

Wykąpana, czyściutka i pachnąca, wspominam tych szalonych ludzi, którzy wybrali się na główne obchody (nie pominąwszy mnie ) ;P Obchody zaczęły się pod "Trzema Krzyżami", tam też odbyła się ta dłuższa część. Powietrze zasnuwała lekka poświata mgły, którą wiatr niósł pomiędzy drzewami. My – biedni pielgrzymi, byliśmy zmarznięci, ale susi, bo taka mgiełka nikomu dużo krzywdy nie wyrządziła. Mimo to, byliśmy w deszczownikach, bo im więcej na sobie, tym cieplej 😉 Jak zwykle czekałam na kazania, które jak wszystkim wiadomo, są ozdobą tych dróżek. Pierwsze kazanie było piękne. Wygłoszone przez starszego zakonnika; chwytało za serca. Drugie było równie piękne, ale poprzez nieumiejętność przekazywania, straciło na wartości. Trzecie umknęło mi gdzieś w czasoprzestrzeni. Natomiast czwarte kazanie poruszyło mnie w ogromnym stopniu. Ciepło głosu, jakim zostało wygłoszone, mówiło mi ogromnie dużo o cudowności człowieka, z którego ust popłynęły tak wspaniałe słowa. Słowa, które tak idealnie dobrał, dochodziły do uszu i umilały nastrój. Były jak antidotum na niedawno podaną truciznę. Właśnie na tym ostatnim kazaniu, odwiedziło nas pewne stworzonko – mała "boża krówka." Chodziła sobie po nas, jakbyśmy były dla niej oazą schronienia. A może to miał być jakiś znak..? Może ta biedronka, miała być jakimś symbolem..? Gdy nuty słów dochodziły mi do uszu, ona (nawet nie wiem, kiedy na mnie wylądowała) błądziła z niezwykłym spokojem i zwiedzała nowo odkryty teren. Siedziałyśmy na karimacie (patrząc od wejścia), w prawej części bazyliki. Znajdujące się tam figury, spoglądały na nas takimi oczami, jakby były zasmucone tym, że nie potrafią ogarnąć okrutności tego Świata. Pytały łagodnie – dlaczego? Co takiego zrobiliśmy, że ludzie nie umieją kochać tego, co jest najprostsze i tego, co najbardziej na to zasługuje. Miałam wrażenie, że proszą mnie o ratunek; ale ja… mogłam tym nieustępliwie spoglądającym oczom pomóc "tylko" modlitwą…

*20:00* *Istotna uwaga! *

Po raz pierwszy w historii tej pielgrzymki, zostają pastowane buty!!!

I tym optymistycznym akcentem, zakończyliśmy kolejny dzień pielgrzymki.

 

_*17.08.08r. ( niedziela, 5 dzień pielgrzymki — ostatni…)*_

Pobudka — godz. 6:30.

Pogoda zapowiada się nieciekawie, ale podobno ma się rozpogodzić, więc nie tracę nadziei. 😉

Przybyliśmy pod "Trzy Krzyże" i tam odprawialiśmy godzinki do św. Anny, a potem już trzecią część chwalebną dróżek Maryjnych. I w tym oto momencie, odwiedziła nas po raz wtórny nasza zaprzyjaźniona "boża krówka." Było okropnie zimno i mokro, ale w oddali zza drzew było widać iskierkę nadziei – niebieskie niebo walczyło z deszczowymi chmurami, nie dając się im stłumić. Później ruszyliśmy już do groty na Mszę Świętą. Po Mszy spotkałyśmy Asię i Dawida, którzy wybrali się również dzisiejszego dnia na Górę św. Anny, takim też sposobem miałyśmy z Hanią i Kasią zapewnione wcześniejsze zabranie bagaży. Cytatem roku, za który powinna być przyznana nagroda Waltera, stały się te słowa: "…udajemy się pod krzyż ufam, że nikt się nie zgubi…" – "…to tam jest taki krzyż?" 😀

Z czyich ust wydobyły się tak doskonałe słowa, niech zostanie tajemnicą. 😉 Pielgrzymka się skończyła. Pięć dni przeleciało, jak najlepszy w życiu rok. W oddali można było usłyszeć: "… i zaś szara rzeczywistość…" Pięć dni ze wspaniałymi ludźmi. Jak dobrze było ich znowu zobaczyć. Poczuć życzliwość tych samych twarzy, jak i tych dopiero co poznanych. Szczególnie chciałoby się opisać dwie wyjątkowe osoby, bez których na pewno nie byłoby tak, jak jest. Więc postaram się to teraz uczynić. Przede mną poważne zadanie, bo jakże trudno jest opisywać ludzi, o których każdy mógłby powiedzieć coś innego. Ufam jednak, że moje spostrzeżenia nałożą się z wieloma poglądami innych ludzi. Te osoby są niezastąpione. Mam tutaj na myśli Andrzeja i ks. Damiana.

Andrzej – ze swą wrodzoną dobrocią, złotym sercem, uśmiechem pokrzepiającym najbardziej wątpiącą duszę. Łagodnym usposobieniem, kryjącym się za niewinną maską "przywódcy stada". Jestem pełna podziwu dla tego człowieka, który potrafi doprowadzić ludzi do porządku i wyprowadzić niektórych z równowagi. :) Natomiast w 100% jestem pewna, że bez niego nie byłoby tak samo i dziękuję mu za to. Z pewnością inni również pragną mu podziękować, ale być może nie mają ku temu albo sposobności, albo po prostu brak im słów. Tak więc w ich imieniu też serdecznie mu dziękuję za wspaniałe, wspólne pięć dni, z małą luką w życiorysie pielgrzymowicza. :)

Ks. Damian – on mimo tego, że potrafi czasem porządnie wkurzyć, jest wspaniałym człowiekiem. Tak jak Andrzej, osobą o złotym sercu i ogromnej pogodzie ducha. Nie zostały u niego odnotowane jeszcze żadne "fazy", co się oczywiście chwali. No… i zawsze prowadzi nas tak, byśmy jak najlepszą drogą dotarli do "piękniejszego ze Światów", na "piękniejszy Brzeg." Z całego serca chciałabym mu również podziękować za wzruszające przekazy słów, łączące się z niewypowiedzianą precyzją. I za to, że humor nigdy go nie opuszcza.

Gdyby nie Ci ludzie, nic nie byłoby takie samo. Dziękuję za ich wspaniałomyślność i za to, że po prostu są, istnieją na tym Świecie, jak pewnego rodzaju skarby.

 

*14:00*

Jeszcze godzina dzieli nas od pożegnania ze św. Anną, a potem coś, co jest nieuchronne – odjazd w inny Świat… Bo tutaj, jak to już wielokrotnie można było usłyszeć, nie tylko z ust ks. Damiana. Tutaj… jest bliżej Nieba. Mimo tegorocznego braku pogody, niecodziennych anomalii, będzie mi tak bardzo brakowało tego miejsca i tego specyficznego klimatu…

Teraz, jak już przeczytaliście wspomnienia, które specjalnie spisywałam, i które sprawiły mi ogromną przyjemność; mam nadzieję, że przebrnęliście przez ten tekst i czytając, przenieśliście się z powrotem na św. Anny wzgórze i w swojej niezwykłej wyobraźni, wróciliście w to przejmujące miejsce.

Wiem to już dziś, że wszystkim nam pewnie przez cały rok będzie brakować tych szczególnych dni… Przed nami jeszcze wtorkowe ognisko, jeżeli oczywiście pogoda nie wywinie nam figla, bo ostatnio bardzo polubiła to robić. Wtedy ostatni raz zanim znów nie wyruszymy, zobaczymy znajome twarze i postaramy się przywołać ciepło, które mimo wszystko gości w naszych sercach przez cały rok…

*Ps.*

Wróciliśmy do Przyszowic. Powitano nas jak zwykle bardzo entuzjastycznie i serdecznie. Natomiast po przywitaniu, jak co roku piosenki na schodach i… wręczanie nagród. W tym roku czujemy się zaszczyceni! Otrzymaliśmy wszystkie z możliwych nagród!!

Pierwszą nagrodę — "złotej trąbki" dostała Olga, ponieważ rzekomo każdą noc spędzała gdzie indziej.

Drugą nagrodę — słodkie lizaki, dostały dwa małe smerfy, które ze szczególnym okrucieństwem wyżywały się na chudowiankach, z większym naciskiem na jednego z nich… Oczywiście coś takiego, to tylko ks. Damian mógł wymyślić, ze swoją wrodzoną umiejętnością do dowcipów! 😛

Trzecią nagrodę — "najwspanialszą", czyli Waltera otrzymał kto? Tak!! To właśnie nagroda zbiorowa — parafia Chudów! Za coroczne rozśmieszanie uczestników pielgrzymki.

Serdecznie dziękujemy!! 😛

Lecz co stanie się za rok? Pozostaje ciągłą tajemnicą…

 

Dziękuję, że mogłam spisać to wszystko, czego i tak nie da się opisać na paru kartkach papieru. Niech te wspomnienia będą jedynie małą cegiełką, bo prawdziwe… pozostaną na zawsze, ale tylko w zakamarkach naszych serc…