piesza.pl

10.08.09r. (poniedziałek)

„Żyjemy dotąd, dopóki umiemy się dziwić. Dopóki wciąż coś potrafi nas zaskoczyć, dobrze lub źle. Człowieka pogodzonego ze śmiercią nic nie dziwi. Dla niego wszystko już było, wszystko jest jasne. I nieważne. Dlatego umiera. Tylko tam, gdzie tak mocno się odczuwa jest życie. Prawdziwe(…) Radość. I ból. I nieustanne poszukiwanie. Nie ma nic innego.”

„Wygnańcy raju”

 

    Kolejny rok minął. Przyszedł następny, a wraz z nim przyszła znów pielgrzymka. Na dwa dni przed marszem, przyszło kolejne zdziwienie, że znów wróciło nieopisane uczucie. Że znów przyszła radość oglądania tych samych twarzy, które co roku zmagają się razem z Tobą w radościach, wzruszeniach… ale i w bólu, zwątpieniach; że może już nie dojdziesz, nie dasz rady… ale znowu coś Cię zaskakuje, zadziwia i idziesz dalej; by wraz z innymi dojść tam, „gdzie tak mocno się odczuwa.” Bo kto inny, jak nie towarzyszący ci inni pielgrzymi wie, przed jak trudnym zadaniem stajesz wyruszając na nieustanne poszukiwanie. Poszukiwanie wiary, nadziei i miłości… które niewątpliwie każdy z nas znajduje tam, przy Babci Annie. Na Jej Górze, gdzie jest „bliżej Nieba”


12.08.09r. (środa)

 „Dla przeciwwagi wielu uciążliwości życia Niebo ofiarowało człowiekowi trzy rzeczy: nadzieję, radość i sen.”

Immanuel Kant

 
    Z Przyszowic wyruszyliśmy o 8:30. Jeszcze byśmy zostali posądzeni o spowodowanie wypadku, bo podobno na którymś skrzyżowaniu zderzyły się auta. Piszę podobno, bo ja oczywiście nic nie widziałam, dlatego nie potrafię dokładnie opisać tego zdarzenia. Do pierwszego postoju dotarliśmy przed 12:00, gdzie Andrzej wygłosił konferencję na temat Kalwarii. W konferencji Andrzeja było między innymi o tym, że na Górze Św. Anny jest pełny wielkoprzestrzenny pielgrzymkowy szlak. Takie szlaki możemy spotkać również w Kalwarii Wileńskiej, Wrocławskiej, wzdłuż Sudetów. Po II wojnie światowej niestety została zerwana tradycja kalwaryjska. Jednak współcześnie, powraca się znowu do starych budowli Kalwarii. Zachęca się wiernych, by znowu zakorzeniali w sobie tradycję i odwiedzali Kalwarie. Po konferencji, jak wychodziliśmy już w dalszą drogę, pojawił się między nami Ks. Damian i zaczął komicznie nas przedrzeźniać i wymyślać historyjkę. Oto treść:
 
– „Marek zapytał: „wyspoł sie Ksiądz?”
– Magda nie wytrzymała i roześmiała się swoim panicznym śmiechem…
– Kasia załamała ręce…
– A Haneczka popatrzyła w dal i pomyślała: „O kurde, ale jeszcze daleko!”
– Kasia załamała się całkowicie…
– A Magda, rżała, rżała i rżała…
– Marek popatrzył z boku na chudowianki i pomyślał: „Są one jeszcze normalne?”
– Wtedy pojawiła się Służba Ruchu Drogowego (LongeR) i zaczęła robić zdjęcia.”

    O godzinie 13:30 wreszcie z ogromną nadzieją w sercu ukazały nam się przed oczami Sośnicowice, a więc pierwszy na trasie postój z „ekskluzywną łazienką”. Nie dość, że „łazienka ekskluzywna”, to jeszcze pożyteczna, bo… jak Andrzej stwierdził: „Taki kibelek zbliżo ludzi jak nic. Potem to już je… tak bliskooo…” Czy to racja, kto wie..? Ale przecież pielgrzymka zbliżyła już wielu ludzi… Cóż… nie pozostaje nic innego, jak tylko mu uwierzyć. :) W tym roku pogoda na szlaku do „Baru Leśnego” się nie popisała. Nie można było usiąść na dworze pod parasolami, bo ławki były zmoczone od deszczu, wszyscy więc gnieździli się w środku. Co poniektórzy znaleźli jakiś suchy kawałek pod parasolem i siedzieli na świeżym powietrzu, tak jak my na przykład. :) Było zimno, ale pogoda zaczęła się poprawiać. Wraz z pogodą tempo marszu również. Marek nawet pokusił się o stwierdzenie, że: „Odkąd Andrzej sie ożenił, to cały czos przyśpieszo…”
    Ks. Damian, aby rozluźniać atmosferę, co jakiś czas darzył nas dowcipami, komplementami, rymowankami, czy czymś innym, w zależności, kto jak to odbierał. Jedną rymowankę udało mi się zapisać: „Hania jest fajna, jak jest wyprana.” Na razie jedną, bo każda z nich jest niepowtarzalna i niestety Ksiądz nie potrafi jej powtórzyć do celów archiwalnych. :) Pozostaje mi jedynie moja pamięć, ale jak to wszystko spamiętać? Napiszę tylko tyle. Kto tam jest – słyszy. Kogo nie ma – niech żałuje. 😉 W tym roku rymowanki są wyjątkowo łagodne, gdyż… jest ROCH, czyli Rok Ochrony CHudowa. A widzicie… jakie słowo pisane ma moc! :)
    W Bojszowie byliśmy o 16:50 i odwiedziłyśmy znowu przemiłych ludzi, którzy jak co roku pozwalają nam się wykąpać po ciężkieeeej drodze. Przyjęli nas równie serdecznie, częstując przepysznym ciastem, kawą i herbatą. W zamian za ich gościnność postanowiłyśmy ofiarować im mały upominek, aby pamiętali, że to właśnie pielgrzymi z Przyszowic, którzy podążają na Gr. Św. Anny, co roku się za nich modlą. Pełne radości powróciłyśmy się rozpakować i ułożyć legowiska. Kasia poległa z entuzjastycznym westchnieniem: „Ale dobrze…” Została jednak skarcona przez Hanię: „Nie leż! Całą noc będziesz musiała na tym leżeć! Teraz dobrze, a o 00:00 będzie ała..!” Cóż… Niewątpliwie miała rację :) Ale to jeszcze nie wszystko… zza szopki bożonarodzeniowej dało się słyszeć głosy… :„Kasia, Hania, Magda..?” Zdezorientowane, zaczęłyśmy się zastanawiać, czy to nie przypadkiem Św. Anna za czyimś pośrednictwem nas wzywa… ale nie.. Głosy zza szopki próbowały jedynie rozpoznać osoby, które 4/5 raz już idą pieszo 😛 hihii…
    W końcu przyszedł czas kolacji. Nikomu nie brakowało dobrego humoru. Mimo wahającej się pogody można było wyjść na dwór i spożyć posiłek przy promieniach wolno zachodzącego już słońca. Najfajniejsze cytaty, które udało mi się wyłapać: LongeR: „To je słodko chwila, a niy kisiel”
Wojtek M.: „Bierzcie i jedzcie, bo na rozmnożenie nie możemy liczyć… 
 :) Magda S.: „Czy jo wyglądom jak emo?” LongeR i Mirka: „ja!!!

Ks. Damian: „Chudowianki, to fajne dziewczynki. Magda je kosmetyczka, Hania wielko jak tyczka, Kasia miyszko na zakryncie – załamała sie w tym momyncie. Magda wszystko spisuje, a potym to opublikuje” Tak, tak.. kolejne rymowanki Ks. Damian – uchwycone! :) Cóż za smak w jego słowach tego roku słyszymy, zero zgryźliwych uwag? Niemożliwe? A jednak… Św. Anna ma zbawienny wpływ. :) A i czas na odwiedzenie cmentarza przyszedł. Andrzej w poszukiwaniu zapałek: „Potrzebne zapałki… i bydymy sprawdzać, czy posiadacz mo dowód osobisty!:) W końcu przyszedł i czas na wieczorne śpiewy na schodach. Dlaczego każdy przystanek na drodze ku Św. Annie, jest taki magiczny? Pierwszy postój w lesie jest magiczny, konferencje są magiczne, Sośnicowice są magiczne, „Bar Leśny” jest magiczny… wszystko na tę parę dni przybiera innego wyrazu. A Bojszów… to chyba najbardziej magiczny przystanek w tym dniu. To tu, w Bojszowie na schodach, zachody słońca – jak żadne inne. Mają swoją specyficzną moc. A i Ks. Damian w tym roku jakiś bardzo specyficzny :)

Ks.D.: „…witamy wszystkie parafie i witamy oczywiście jedyny i niepowtarzalny Chudów!” (gdyby nie ROCH, kto wie, co by zmajstrował.) heheh.. :)
    Nadchodzi późny wieczór, kiedy wszyscy marzą o tym, aby pójść spać, bo zmęczenie daje się już mocno we znaki. Ale jeszcze nie czas na spanie. Właśnie przyszedł czas na nieszpory i wieczorną, już tradycyjną konferencję Ks. Damiana. Dlatego też Andrzej, jak co roku przemówił: „Będziemy się modlić, więc proszę na chwilę te ręczniki ściągnąć z ławek.” Co do cytatów o ręcznikach, jedno jest pewne – jest mistrzem. 😉 No i już po nieszporach, nadchodzi czas na długo oczekiwaną konferencje Ks. Damiana, na której wiele osób zapewne uroni nie jedną łzę wzruszenia. Bo jak tu powstrzymywać emocje serca? Po prostu przy tych słowach… jest to NIEMOŻLIWE. :) I chwała Bogu, bo „płacz jest powiewem nadmiaru szczęścia, eksplozją serca(…)a kto umie płakać, umie też kochać.

KONFERENCJA KS. DAMIANA

Z tymi kazaniami, to różnie bywa, ale jedno jest pewne… trzeba mieć: „dobry początek, dobry koniec i jedno blisko drugiego.” Kiedyś Ksiądz dostał właśnie takie rady. „Kiedy godosz kozanie, to patrz na ludzi, jak Ci nie przytakują, to kończ.
W tym roku musiał Ksiądz wygłosić kazanie pt. „300 – lecie Kalwarii na Górze Św. Anny” no i trzeba było coś o tym powiedzieć, ale jak już mi potem Ksiądz powiedział, on nie spisuje swoich kazań. On głosi je prosto z serca, bo właśnie takie z serca są najbardziej wartościowe. Godne wysłuchania i oczywiście, bez wątpienia – najpiękniejsze. Właśnie jednym z takich kazań uraczył nas tego wieczora.
    „Kalwaria, Stacje Drogi Krzyżowej, Dróżki, to tak naprawdę nasze życie. Wielka radość – w Bazylice piękne pieśni. Wszystko mija, jak w życiu. Fizycznie odczujemy, że do Poręby idzie się fajnie, a potem – tak jak w życiu, jedni idą lżej, a inni ciężej. W końcu, czy chcemy, czy nie, wchodzimy w stacje Męki Pańskiej i w górę. Jest już bardzo trudno. Im więcej mamy lat, trudy życia odczuwa się wchodząc pod górę. Czasem jest płaski teren, czasem stromisty. Spotykamy różne osoby, jak w życiu. Jedni z nami płaczą, ocierają łzy, inni się śmieją. Przychodzi „Trzeci Upadek”– sił brakuje. W życiu bywa też, że lata człowieka zaczynają przytłaczać. Gdy się już wejdzie na Górę, stoimy w obliczu śmierci Pana Jezusa, pod Wielkim Krzyżem. Tak jest i w życiu. Ci, co wierzą, wiedzą, że jak przychodzi ciężki i trudny krzyż, to po nim przychodzi iskierka nadziei. Droga Krzyżowa pokazuje życie. Każdy pomaga drugiemu.
Druga Kalwaria, to Dróżki Matki Boskiej. Patrzymy na Matkę Boską i widzimy ją w pryzmacie piękna, ciszy, cukierkowatego szczęścia… ale Ona cierpiała jak każdy człowiek nad grobem własnego Syna. Domek Maryi – fantastyczne miejsce – spotkanie ze śmiercią. Śmierć, pogrzeb. Idziemy z Nią jakiś czas. Uświadamiamy sobie, że nie ma nikogo, kto by zdołał uciec przed śmiercią. Człowieku, po cierpieniu jest śmierć! Jest jeszcze chwała! Trzeba iść pod górę do groty, bo do Nieba żeby dojść, trzeba się natrudzić. Trąby grają! Matka Boska wyfruwa do Nieba! Teraz, to jest najpiękniejszy Świat. Żeby dojść do Nieba, trzeba się natrudzić! Droga Krzyżowa jest wspólna dla każdego z nas, ale każdy przejdzie swoją własną, życiową Kalwarię w pojedynkę. Każdy ma własne powołanie. Odkrywajcie je u Św. Anny.
Nie eksperymentuj! Jak już się na coś zdecydujesz, to idź aż dojdziesz do PIĘKNIEJSZEGO ŚWIATU! Amen."

 
Ach… ten Ks. Damian… znowu mnie wyrwał z pisania. Co on potrafi z ludźmi zrobić… Ja poczułam się jakbym znowu tam była, a Wy?
    Wreszcie przyszedł czas na upragniony sen. Nie mam nawet pojęcia kiedy zasnęłam… Za to pamiętam, że szybko się obudziłam… i tak przez całą noc. Nawet nie wiem, kiedy się wyspałam. 😛

13.08.09r (czwartek)

 „Im ciemniej naokoło, tym jaśniej nam musi świecić światło nadziei, świętej ufności w Bogu…

św. Urszula Ledóchowska

 
    Wyruszając o 8:10 od początku towarzyszył nam deszcz, nawet nie zatrzymywaliśmy się w Rudzińcu na boisku, lecz w Kościele w Niezdrowicach. Choć w Rudzińcu czekała Ania z ciachem, w strugach deszczu nie było się jak tam zatrzymać. Trzeba było szybko obdzielić ludzi ciachem, bo nie mogła bidulka z powrotem tego wozić do domu. Kto się załapał, ten się załapał, a kto nie, to niech żałuje, bo było pyszne!
    Pod wspomniany już Kościół przywieźli nam pyszne bułeczki, więc posililiśmy się nimi z wielkim apetytem. Była ok. 10:50. Wszyscy się poukładali na ławkach, z Ks. Damianem na czele. W Kościele też doszłyśmy do wniosku, że z tego ROCHu to i tak nici, no bo… „jak nie Ks. Damian, to deszcz…” Więc w takich momentach wolałybyśmy znieść ten przywilej… (ale to tylko momenty słabości…) :) Wysłuchaliśmy też kolejnej konferencji Andrzeja i zrobiliśmy ściepa. Było inaczej, niż zwykle, ale chrzest musiał być! Jakby tak można puścić płazem te 24. osoby. Najlepiej smakuje tylko „pod Wielkim Dębem”, a i jedynie tam może być zaliczony! Więc dopiero tam dokona się ten pradawny obrządek. :) Po posiłku wróciliśmy na trasę, wyszło słoneczko i „ pod Dębem” można było „odprawić” chrzest na nieszczęśnikach, częstując ich tegorocznym specjałem, czyli… „Kitekat” 😉 „Czy jest ktoś uczulony na Kit Kata? – Jak można być uczulonym na batony?” 😛 Później pogoda też nam dopisywała. Ciężko, bo ciężko… ale się szło. Nogi bolały. W tym roku ciągłe zmiany pogody, też robiły swoje. Jednak pod „Trzy Krzyże” Doszliśmy wszyscy. Kornel i Andrzej próbując się w czasie trasy nawzajem wyeliminować, doszli obaj, równym krokiem i choć na samym końcu, to biliśmy im zasłużone brawa. Taki trud… trzeba wynagrodzić! Mimo wszystko, wygrywając z bólem, wspierając się nawzajem (jak powiedział Ks. Damian w swoim bojszowskim kazaniu) – weszli, zaliczyli. „Trzy Krzyże” niczym Mont Everest, zdobyte! Poszliśmy się przywitać z Św. Anną, a później oczywiście zostały oblężone łazienki, a po odświeżeniu się czekała na nas kolacja – bogracz. Dziś można się wyspać, albo i nie… Ci co zmęczeni – zasypiają, ale niektórych ten przywilej najwidoczniej nie dotyczy. Spać nie mogą, chyba nie są świadomi tego, że sen jest na Górze Św. Anny bardzo przydatny i wbrew pozorom, czeka ich jeszcze kilka męczących dni.
    Przed snem odbyłyśmy jeszcze pogawędkę, bądź konferencję z Ks. Damianem. Wiele rzeczy zostało ustalone, przypomniane, a niektóre wręcz prosiły się o puszczenie ich w niepamięć. Jednak słowa, które tam padły są znane jedynie nam.. i może nawet lepiej. Niech między nami pozostaną…

14.08.09r. (piątek) 

Tak, jak but zmienia kształt przez nogę, tak też duchowe pragnienia zmieniają życie człowieka…

Plutarch

 
    Pobudka o 7:00 no.. może przed, bo trzeba zrobić śniadanie. Więc wstałyśmy wcześniej i poszłyśmy pomagać w robieniu śniadania. Wyglądało na to, że Ci, którym się tak ciężko zasypiało, teraz nie potrafią wstać, więc do pomocy przy śniadaniu było o wiele mniej osób, niż w zeszłym roku. Zdążyłyśmy z kanapkami w ostatnim momencie. Po śniadaniu czekaliśmy na przyjezdnych pielgrzymów, umilając sobie czas śpiewem i wręczaniem jubileuszy. No… i jako, że Andrzej jest już żonaty… to dziewczynom jubileuszowe kartki wręczał w tym roku Marek.
    Potem poszliśmy na obchody parafialne, skończyły się o 15.25. Do rozpoczynającej się Mszy św. o 17:00 był więc czas na jakiś posiłek. Na Mszy kazanie wygłosił boliwijski ksiądz. Przyszedł w końcu czas na długo wyczekiwaną Koronkę do Św. Anny, gdzie również zostało wygłoszone kazanie, ale szczególnie w pamięć zapadły mi te słowa: „…ta Góra, to miejsce, gdzie Niebo całuje Ziemię…” Prawda, że piękne? Ale chyba najbardziej zapamiętany z tej Koronki dla wszystkich będzie Ks. Damian, który tak umiejętnie gestykulował, modląc się do Św. Anny o skrócenie kawałów prowadzącego. Gdyby nie my śmiejący się z Ks. Damiana, Franciszkanin nie dostałby chyba żadnych owacji… 😛
    Jest 22:45 i nawiedza nas orkiestra, która w tym roku wyjątkowo się rozmnożyła o paru muzykantów z innych pielgrzymek. :)
 

15.08.09r. (sobota)

 Budząc się rano, pomyśl, jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować…

Marek Aureliusz

 
   Pobudka o 4:30, by zdążyć na Mszę o 5:00. Po raz kolejny niezastąpionym widokiem były zaspane twarze pielgrzymów. :) Potem obchody parafialne. Pogoda sprzyjała, piękne słońce wyłaniało się spoza zieleni. Pięknie, wzruszająco i niesamowicie; choć z każdym krokiem większy ból, cięższa droga. Poranek jednak był świeży, co ujmowało bólu, widoki były niezapomniane – zmuszały do zadumy… zastanowienia się nad życiem. Zmuszały do wspomnień. Ciężkich, a zarazem wspaniałych chwil. Do początków i końców, do narodzin i śmierci. Przez tę atmosferę, aż łzy kręciły się w oku.. Już nie pierwsze i nie ostatnie tego roku. Zastanawiające jest to, skąd się one biorą. Przecież już się tu było, już się to przeżyło… a może właśnie dlatego.. Św. Anna przez łzy pokazuje nam to, co już tu z nią przeżyliśmy. Pozwala wypłynąć wspomnieniom w postaci słonych rzek. Rzek smutku, żalu, bólu, ale i rzek szczęścia, radości, z serca. Może są one również związane z wdzięcznością, a „wdzięczność jest pamięcią serca…” no i ono właśnie pamięta. Wszystko pamięta… nawet to czego nie chciałaby głowa. Pamięta ten ból i on tworzy niepowtarzalne wzruszenia, które zawsze będą. Nawet, gdy człowiek chce uniknąć łez, nie pozwalają mu na to: słowa, gesty, wspomnienia, krajobrazy no i najważniejsza… Św. Anna.
   Parafialne obchody się zakończyły, czas na te Wielkie, czas na kolejne wzruszenia i niepowtarzalny klimat; czas również na kazania, które są dla mnie bardzo ważne, dlatego postanowiłam je spisać. Może dla siebie, a może dla Was, byście przez słowa kazań potrafili cofnąć się w czasie, przenieść w ciepłe dni sierpnia i podumać trochę nad ich słowami…

KAZANIA

 Spraw wokół siebie ciszę, jeżeli chcesz usłyszeć śpiew swojej duszy…

Arturo Graf

Pierwsze Kazanie:
Jak podłym trzeba być, żeby bić, pluć w bezbronnego człowieka? Co robi człowiek, który ma strzec Boga? On się stara, aby mówiono fałszywe świadectwo! Fałszywy autorytet! By pozwalano na podłe czyny. Pół prawdy – czyli całe wielkie kłamstwo! Gdzie tkwi szatański mechanizm? Gdy jeden człowiek, może opluć drugiego człowieka. Zesłać na wygnanie, przez anonimowe głosy ludu… Powinniśmy Bogu podziękować, że nie musimy sądzić. Dla naszego dobra, nie wolno nam sądzić. Dlaczego najpierw się bezkarnie mówi, potem bije, pluje? Jest to dramat człowieka, w którym zamknęło się dobro. Najgorsze jest to, że on się tym cieszy, że jest to dla niego źródłem radości. Jezus – największy znawca człowieka, zostaje przez niego skazany! A co zrobimy jak w Niebie, na sądzie Jezus włączy jakieś „niebiańskie play” i zrobi wgląd w moje życie? A co zrobimy, jak będzie sądzić tak samo, jak my sądziliśmy? Co wtedy zrobimy? Powiemy jedynie: „Jezu Chryste, odpuść nam nasze grzechy…” Jedynie na tyle będzie nas wtedy stać...”
 
Drugie Kazanie:
Trudno zliczyć ile jest historycznych przekazów, ksiąg. Dziś już nikt w mediach nie powraca do słynnych zbrodniarzy. Dzisiaj media pokazują współczesność. Do tego starego, już nikt nie powraca… Dziś, idąc drogą kalwaryjską, nie sposób nie zatrzymać się nad procesem Jezusa Chrystusa. Był to tajemniczy proces. Józef Flawiusz nic o tym procesie nie pisze, podobnie Tacyt – historyk rzymski, nie wspomina o procesie Jezusa Chrystusa… a tak naprawdę, był to najważniejszy proces. Proces Wszechświata. Bóg został tam osądzony i skazany na śmierć krzyżową! Dlaczego więc historycy nie pozostawili śladu, po najważniejszym i tajemniczym procesie? Czy zrobili to świadomie? Ewangeliści zostawiają nam strzępek tej historii. Kiedy przeżywamy proces Jezusa, zauważamy, że Piłat posłużył się sprytną metodą. Posłużył się sondażem obywateli. Często we współczesnych czasach, jesteśmy świadkami biorącymi udział w sądach. Zdarza się, że bardzo często wybieramy wtedy Barabasza… A Ty? Jakie jest Twoje życie..?
 
Trzecie Kazanie:

„Krzyż i dziecko”
 

– Ojcze mój! Twa łódź
Wprost na most płynie –
Maszt uderzy!…wróć…
Lub wszystko zginie.
Patrz! Jaki tam krzyż,
Krzyż niebezpieczny –
Maszt się niesie wzwyż,
Most mu poprzeczny –
 

Synku! Trwogi zbądź:
To znak – zbawienia;
Płyńmy! Bądź co bądź –
Patrz, jak? Się zmienia…
Oto wszerz i wzwyż
Wszystko – toż samo.
Gdzie się podział krzyż?
Stał się nam bramą.

Cyprian Kamil Norwid

 

 
    Krzyż – jedna z najokrutniejszych kar, jaką mógł wymyślić człowiek; lecz Krzyż stał się znakiem zbawienia, odkupienia, miłości. Czytając opisy biblijne nie sposób nie dostrzec, że za Jezusem idą różni ludzie. Można wyróżnić 3 grupy:
    1. Gapie – uliczni widzowie, przechodnie.
    2. Ludzie idący z obowiązku – kat, setnik, faryzeusz.
    3. Ludzie czujący potrzebę serca – pragną być z Jezusem, bo uwierzyli mu, że jest Mesjaszem i Synem Bożym.
W której grupie ludzi byś się umieścił?
Dzisiaj już dźwigasz swój Krzyż. Czasem maleńki, czasem duży, przygniatający. Historia życia człowieka wiąże się z Krzyżem. Nawet Antoine de SaintExupéry powiedział: „Panie przywiąż mnie do tego drzewa, bo bez niego nie ma sensu…” Wiemy jak ciężko jest wytrwać pod Krzyżem. Jak trudno się z nim zmagać. Można go przeklinać, a On Cię nie opuści, będzie jeszcze cięższy. Życie jest jednym wielki absurdem, ale można ten Krzyż przyjąć, usensownić ludzkie cierpienie.
    W latach 80tych powstała książka o poczęciu życia. Były w niej takie przypadki jak m.in. przypadek Denis Legris – kobiety, która nie miała rąk ani nóg. Rodzice postanowili pielgrzymować do Lourdes, by Maryja wyprosiła rączki i nóżki. W wieku 12 lat Denis chciała jechać podziękować Matce Bożej. Rodzice byli oburzeni, że pragnie podziękować, kiedy w jej stanie nic się nie polepszyło. Ona jednak stwierdziła, że zrozumiała sens cierpienia. Usensowniła Krzyż. Kolejny przypadek dotyczy mężczyzny z kryształowym kręgosłupem. Któregoś dnia pojawił się również w Lourdes. Przyjechał dziękować. Ludzie pytali go wielokrotnie, za co chce dziękować, skoro jego zdrowie ani trochę się nie polepszyło. A on zrozumiał po prostu sens cierpienia.
    Jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka, by pomógł pokazać sens naszego cierpienia. Jak powiedział Antoni Kępiński: humanista, naukowiec i filozof: „Panowie, aby wam się nigdy nie znudził człowiek cierpiący i chory, w wieku oczytanych alfabetów!”
    Czy to życie z Krzyżem ma sens? „Zatoka lasu z gór zstępuje i cicho szemrze górski potok. Gdy SŁOWO z nagła się znajduje w powodzi słonecznego złota. Jak chleba kęs jak człowieka bycie, tak świat ma sens i ma sens życie.
Ma sens… Ma sens… Ma sens…

 
Czwarte Kazanie:
Czym jest cierpienie? Czy ono ma sens? Wpatrujemy się w przykład, jaki stawia nam Maryja. Pismo Św. jest Wielką Księgą cierpienia, przez cierpienie ukazane nam na przykładzie Jezusa i Maryi. Niektórzy skarżą się, a niektórzy chcą je przyjąć, jako dar od Boga. W nich znajduje się świadectwo cierpienia Jezusa i Maryi. Punktem kulminacyjnym jest Krzyż, uwalniający ludzkość z kajdan szatana. Jezus chciał, by Maryja była włączona w dzieło odkupienia. Cierpiała pod Krzyżem. Jej cierpienie jest szczególne, ma te same cechy, co cechy Jezusa. Jest to cierpienie odkupieńcze. „Wszyscy, co drogą zdążacie, przyjrzyjcie się; patrzcie, czy jest boleść podobna, którą obarczył mnie Pan Bóg.” Maryja cierpiała, znała męki. Jej miłość do Syna, Człowieka, Boga. Uczestniczyła w Jego cierpieniach, jakby były Jej bezpośrednio zadawane. Maryja odczuwa cierpienie Chrystusa. Św. Alfons Maria Liguori – poeta, kaznodzieja, biskup, mówi: „Aby zrozumieć, jak wielki ból cierpiała Maryja, należałoby zrozumieć, jaką miłością darzyła Jezusa. Ale kto jest w stanie zmierzyć miłość?” Nigdy człowiek nie będzie w stanie zrozumieć miłości Maryi do Jezusa, bo tak bardzo się cierpi, gdy się traci kogoś kogo się kocha; a Maryja… została zatopiona w morzu cierpienia. Maryja uczy nas akceptować cierpienie. Uczy nas przyjęcia cierpienia, byśmy mogli realizować Boży dar.
    Czy jest ktoś, kto nie doświadczył cierpienia? Jest to zróżnicowane cierpienie, bo każdy jest powołany przez Boga, aby nieść swój Krzyż.
Jan Paweł II cierpiał na oczach całego świata. Uczył, jak znosić cierpienia. Stańmy z Maryją pod Krzyżem Chrystusa!
A ja? Jak znoszę moje cierpienie w życiu codziennym? Kto jest dla mnie przykładem? Jeszcze nie jest za późno… Godzina wybiła, ale za nią stoi nadzieja!”

    Na obchodach towarzyszyła nam, jak w ubiegłym roku biedronka 😉
Wróciliśmy do „Domu Pielgrzyma”, ale zdecydowałyśmy z Hanią wybrać się jeszcze do Bazyliki na „RECITAL ORGANOWY” – Bartosza Patryka Rzymana. W drodze do Bazyliki dołączył do nas Michał. Recital był ubogacony wierszami autora, oraz kolejnym kazaniem. No i gdyby nie Michał, nie byłoby to spisane, ale zdobył dla mnie kartkę i długopis; dzięki temu możecie przeczytać jeszcze o treści kazania. Po kazaniu w zadumę wprowadziły nas jeszcze Siostry Służebniczki, co też zostało upamiętnione w kilku słowach.
Zapowiadając Pana Bartosza, prowadzący zaczął jakże pospolitym, ale prawdziwym zdaniem, otóż:
Nie każdy może być muzykiem…” Człowiek, który wykonał kilka popisowych numerów, jednoznacznie pokazał, że właśnie nie każdemu jest dany taki ogromny talent! Gratuluję więc wszystkim, którzy swoimi umiejętnościami muzycznymi, potrafią czynić cuda… Kazanie natomiast zostało wygłoszone o sumieniu:
    „Sumienie – najtajniejszy ośrodek wnętrza człowieka, rozbrzmiewa w sercu nakazem: „Czyń to, a tamtego unikaj.” Sumienie, jest sędzią naszych czynów. Coraz częściej zło jest bagatelizowane i nazywane dobrem. Każdy z nas ma sumienie, ale takie sumienie, które bagatelizuje zło, jest chore. Nie będziemy mogli być prawymi chrześcijanami, bez prawego sumienia. Ono wskazuje nam drogę, dotyka codzienności, jest obecne w naszym życiu. Ujawnia się, gdy przystępujemy do spowiedzi. Coraz mniej ludzi się spowiada, bo nie ma poczucia grzechu. Bagatelizujemy sumienie, podczas spowiedzi omijamy pewne grzechy. Ilu młodych nie wyznaje, że mieszka razem? Powód: brak prawego sumienia. Należy kształtować sumienie, przez wcześniejszy jego rachunek – spojrzenie w lustro, aby zobaczyć: jakim jestem, co dobre, a co złe. Rachunek sumienia, to modlitwa, spotkanie z Bogiem sam na sam. Katechizm Kościoła, to Sanktuarium. Czy ja w życiu, swoimi czynami wypełniam wolę Boga? Czy raczej idę drogą bez Boga? Sumienie, które potrzebuje kształtowania przez rachunek – powinien być elementem naszego dnia codziennego. Nie można go pominąć, bo z niego wynika skrucha, Boże miłosierdzie, rozpoznanie swojej drogi, Bożego powołania wobec człowieka. Mieszamy dobro ze złem, ale odzywa się sumienie. Sprawiedliwość Boża stała się miłosierdziem Bożym. Dziękujmy za nie.
 
A teraz parę słów od Sióstr Zakonnych:
    „Każdemu z nas Bóg dał naczynie – serce. Od nas zależy, czy jest to naparstek, czy beczka. Spotykamy w życiu różnych ludzi. Pragniemy jednak spotykać w tej drodze ludzi otwartych, szczerych, pomocnych… Bł. Edmund Bojanowski, patron zgromadzenia Służebniczek, poświęcił życie, by ratować dzieci bez opieki, zakładał dla nich ochronki. Nie przechodził obojętnie obok potrzebujących. Szukał młodych dziewczyn z dobrym sercem,aby tak jak on pomagały biednym i opuszczonym dzieciom. W ten sposób powstało naczynie złożone z wielu serc. Każdy musi podjąć decyzję, jaki wygląd przybierze jego naczynie. Nie wystarczy wiele mówić o miłości. Można mieć serce, jak naparstek – to przychodzi łatwo. Można również mieć wielkie serce, jak beczka. Każde Boże serce jest jak świeca, która sama się spala, a innym przyświeca…”

    Dzień dobiegł już końca. Za nami pełne wzruszeń obchody, które zostały uwieńczone wieczorną zadumą. Kto miał siły i chęci, przyszedł posłuchać, a kto postanowił zostać w „Domu Pielgrzyma”, teraz ma okazję przenieść się do Bazyliki i posłuchać kazania i Sióstr. Teraz przyszedł czas na sen, bo jutro już ostatni dzień na Górze Św. Anny… Czas umyka ze zdwojoną prędkością… Dobranoc.

 
16.08.09r (niedziela)

„Przez noc – droga do świtania;
Przez wątpienie – do poznania;
Przez błądzenie – do mądrości…”

Roman Zamorski

    Pobudka – godz. 6:00
Obudziły nas nie tylko budziki i Andrzej, ale również wspaniałe, gorące słońce. Właśnie w jego blasku, droga do Poręby odbywała się w przemiłej atmosferze i mimo tylu dni marszu – z uśmiechem na twarzy. Czyż nie zaczynamy doceniać czegoś, dopiero gdy się kończy? Tak też coraz bardziej dochodziła do mnie rzeczywistość, a dni przestawały powoli zatrzymywać się w czasie. Coraz częściej myślałam, że już czas znów to miejsce opuścić… a to przecież niesprawiedliwe odchodzić od Kogoś, Kogo się kocha bez wyjaśnienia. Jak wyjaśnić Ci Babciu, że trzeba wrócić do domu, czy zrozumiesz? Tak bardzo nie chcę Cię opuszczać… Kupiłam medalik z Twoim Wizerunkiem. Będziesz przy mnie już? Bądź! Bo jak wytrzymam rozłąkę? Przez te parę lat, tak bardzo Cię pokochałam… A Ty? Pozwoliłaś mi: cieszyć się, kochać, cierpieć, smucić, płakać i się śmiać. Przez tych parę ładnych lat doświadczałaś mnie na swój sposób, inaczej, po swojemu. A wszystko po to, bym wiedziała… jak żyć. Jak upadać, ale i jak się podnosić. Każdego roku pokazujesz mi coś nowego. Doświadczasz mnie wyjątkowo mocno i trudno, bym poznała treść cierpienia. Nauczyła się, że jest mi ono potrzebne i niesie z sobą wielką naukę… Wyjeżdżam już… Łzy płyną mimowolnie. Lecz Ty nie wyjeżdżasz! Zawsze mogę do Ciebie wrócić, a tymczasem wyporządziłam Ci już przytulne mieszkanko w moim sercu.. Wiem, że Jesteś przy mnie. Choć pokazujesz mi się niedostrzegalnie, to ja staram się Ciebie zobaczyć i.. widzę! Nareszcie widzę! Jesteś w wietrze, spadających liściach, słońcu, deszczu. Widzę Cię też w drugim człowieku, którego stawiasz na mojej drodze. Długo nie rozumiałam dlaczego, ale rozumiem, teraz wszystko rozumiem. Twoja moc jest niepojęta… „Niech się co chce ze mną dzieje, w Tobie Święta Anno mam nadzieję...”

Nawet jeżeli nauczę tylko jedną osobę nadziei, nie żyłem nadaremnie…

Martin Luther King

 
    To już koniec pielgrzymki, kolejna dopiero za rok. Kiedy zaśpiewamy tą nałogową piosenkę: „Tak jak co roku na tej Górze…” która co roku zobowiązuje, by znowu powrócić przed Oblicze Św. Anny. Dni przeleciały tak szybko, że nawet nie zorientowaliśmy się, kiedy nogi zdążyły opuchnąć. Było wiele problemów, ale doszliśmy. Przechodziliśmy każdy metr, nie myśląc o tym, że boli. Było również trudno powstrzymać łzy. W tym roku wyjątkowo. W końcu, było trudno odjechać – w tym roku… wyjątkowo. Wróciliśmy do Przyszowic, zostały rozdane nagrody. Walter powędrował w tym roku, do mistrza zgaszonego dowcipu. Były ostatnie śpiewy na schodach. Niezapomniane chwile powróciły, choć byliśmy już daleko. Nie opuszczała nas radość z odbytego pielgrzymowania, ale i wielki smutek, bo kolejna pielgrzymka dopiero za rok. Tego, jak bardzo będzie nam Jej brakować przez ten czas, nie muszę chyba pisać. Bo każdy z pielgrzymów, doskonale mnie rozumie. A jak jeszcze nie rozumie, to z pewnością kolejny rok mu pomoże zrozumieć.
    W tym roku, pisząc wspomnienia, skupiłam się na słowach. Spisywałam kazania, wartościowe cytaty. Całe wspomnienia są zresztą z nich zbudowane. Chciałam, aby były one ciągle żywe. Wiadomo, że gdy jest się na Górze Św. Anny słucha się ich z zapartym tchem, oczekując na polepszenie swojej wiary, niecodzienne doznania, objawienia… ale wracając do domów, najzwyczajniej w świecie zapomina się te słowa, a przecież były tak ważne. Wielokrotnie zastanawiamy się, dlaczego ich nie pamiętamy. Postanowiłam więc je uwiecznić, by każdy czytający te wspomnienia, mógł znowu się tam przenieść. By po przeczytaniu dostrzegł w sobie dobro, by były one skłonne do zmian. By zapracowani zatrzymali się na chwilę nad ich sensem, odpoczęli od hałasu zwariowanego życia. Aby wątpiący, znaleźli w nich nadzieję i wiarę. Zrozpaczeni – pociechę. Smutni – radość. Płaczący – ukojenie. Zdradzeni – miłość. Słowa przywracają sens naszemu życiu. Niech więc są drogowskazem. Niech prowadzą tam, gdzie „jest bliżej Nieba.” A w końcu… do celu naszej ziemskiej pielgrzymki. Dziękuję za Waszą obecność. Za to, że niektórzy docenią moje starania i sięgną do tych wspomnień. Jeśli przez ich treść uda mi się na czyjejś twarzy wywołać uśmiech, bądź łzy wzruszenia, będę wiedzieć, że „ja też nie przypadkiem byłam tu…
 
P.s Przyznam Wam się, że w niekrótkim czasie dane mi było znów tam wrócić. Ale wiem, że to nie będzie mój ostatni powrót do Babci Anny! A Wy? Czy też postanowicie do Niej wrócić za rok??? :)

Magdalena Bismor :)